Adopcja

foto zaczerpnięte z Internetu

Znalazłam dzisiaj na FB takie zdjęcie i przypomniało mi się, że chciałam napisać na temat adopcji, a właściwie chciałam napisać kilka historii adopcyjnych z najbliższego mojego otoczenia i moje zdanie na ten temat. Jak wiecie wychowywałam się na blokowisku w moim bloku mieszkało 60 rodzin. Dwie z nich miały adoptowane dzieci i oto ich historie:

Grzesiu – adoptowany w wieku 2 lat, moja mama znała adopcyjnych rodziców a nawet pracowała z tatą Grzesia. Ona starsza 9 lat od męża, przez wiele lat starali się o biologiczne potomstwo niestety nie udało się i zdecydowali się na adopcję. Było to w 1981 roku, nie wiem jakie wtedy były procedury adopcyjne, jednak mama opowiadała, że jak dostali zgodę na adopcje Pani Jadzia robiła ubranka na drutach dla dziecka i chyba mieli dostać dziewczynką bo wszystkie ubranka miała bardziej dziewczęce a potem okazało się że to chłopiec. W każdym razie byli wspaniałymi rodzicami, wychowali go na wspaniałego człowieka, dali mu miłość. Mieszaliśmy w jednym bloku jako nastolatki zaczęliśmy się kumplować, zawsze zastanawiało mnie czy Grzesiu wie o tym, że jest adoptowany ja wiedziałam ale nigdy nie dałam po sobie znać tego, że wiem. Zawsze o swoich rodzicach adopcyjnych wyrażał się tak jak o biologicznych np. mama przed moim urodzeniem paliła papierosy, albo wiesz ja nie mam zdjęć jak byłem całkiem mały a tym masz na co ja mówiłam tak ja mam ale moja siostra też nie ma takich zdjęć wiesz kiedyś nie każdy miał aparat itp… . Jego zachowanie w tamtym czasie sugerowało, że nie wie. Teraz jest szczęśliwym mężem i ojcem, jego tata niestety już nie żyje a mama mieszka na mojej ulicy kilka domów dalej i czasami porozmawiamy sobie chwilkę. Fajnie że trafił na takich cudownych rodziców.

Trochę inna jest historia Alinki – została adoptowana jako starsze dziecko, była świadoma tego że nie są to jej biologiczni rodzice. Po kilku latach po adopcji, adopcyjna mama zaszła w ciąże u urodziła córkę i wtedy, zaczęło być widać, że ich uczucia do córki adopcyjnej się zmieniły. Nie wiem jak potoczyły się losy Aliny bo była młodsza od mnie jakieś 10 lat więc ja się wyprowadziłam ona była jeszcze nastolatką. Przyjaźniła się z siostrą mojego byłego szwagra i Anita opowiadała że nie układało się dobrze między Aliną i jej rodzicami.

Przejdźmy do historii Igora, którego adoptowała kuzynka mojego męża z strony mojej teściowej. Wiesia bo tak ma na imię kuzynka pochodzi z rodziny wielodzietnej było ich w sumie 8 : Jerzy, Jan, Ewa, Wiesia, Roman, Robert, Piotr i Barbara. Wiesi życie się nie ułożyło przez wiele lat nie mogła znaleźć partnera do życia a gdy wreszcie udało się jej znaleźć zachorował i zmarł. Nigdy nie doczekała się biologicznych dzieci. Po tych swoich traumatycznych przeżyciach postanowiła zostać rodziną zastępczą. Prawie dwa lata trwały wszystkie przygotowania, kursy, testy psychologiczne itp. wreszcie udało i się w domu pojawił się 2,5 letni Igor. Został zabrany z rodziny gdzie matka i ojciec nadużywali alkoholu, ojciec był agresywny był żonę i dzieci, Igor ma blizny po przypalaniu papierosem (nie chcę się wyrażać wulgarnie ale zapewne domyślacie się co bym zrobiła „tatuśkowi” jak by wpadł w moje ręce). Na szczęście Igor został zabrany i umieszczony u Wiesi, początki były trudne po ponad roku chciano zabrać Igora do innej rodziny zastępczej, w której zwolniło się miejsce, jak twierdzono lepiej będzie dla dziecka jak będzie miał oboje rodziców. Wtedy Wiesia postanowiła starać się o adopcję nie było to łatwe, ale na szczęście się udało. Igor jest wspaniałym dzieckiem, bardzo dobrze się rozwija, a w całej rodzinie traktowany jak kochany czasami aż trudno uwierzyć że to ten sam chłopiec sprzed prawie 4 lat. Jedyne co boli co boli to fakt, że gdzieś jest jego rodzeństwo i mogą nigdy się nie spotkać. Chyba, że odnajdą się po latach, Igor wie, że jest adoptowany może kiedyś będzie chciał poznać swoja biologiczną rodzinę.

Jest jeszcze Pani Ela – koleżanka mojej mamy, która dała dom swoim 4 bratanicom Natalce, Lence, Ewie i Oli. Dziewczynki przeszył wiele łącznie z molestowaniem. Dla pani Eli jestem pełna podziwu, ma ona 62 lata, jej mąż 70. Gdy dowiedziała się, że dziewczynki są w Domu Dziecka natychmiast podjęła działanie. W raz z mężem stworzyli siostrom prawdziwy dom, teraz dziewczyny są uśmiechnięte i szczęśliwe, mam tylko nadzieje że starczy im siły i zdrowia aby wychować je bo najstarsze bliźniaczki mają dopiero po 9 lat, potem 7 i 6.

To różne historie, ja zawsze twierdziłam, że prawdziwy rodzic to ten co wychowa, da miłość, bezpieczeństwo nie ten który powołał na świat. To trudny temat, ja o adopcji myślałam wiele. Wiem, że byłabym zdolna pokochać dziecko albo nawet dzieci których bym nie urodziła. W mojej rodzinie jest dużo różnych opinii na ten temat np. moja teściowa przeciwna chociaż wiem że darzy Igora miłością a on ją także, widać to w ich relacjach, a spotykają się dosyć często, nie wiem jakie zdanie na ten temat ma moja mama ale moja siostra powiedziała, że nie pokochałaby dziecka adoptowanego tak jak własnego i jest tego pewna, nie mam do końca pewności jakie zdanie na ten temat ma mój mąż bo tak właściwie nigdy nie udzielił mi jasne odpowiedzi. Myślę, że kochałabym dzieci równo nawet jak by miała adoptowane i biologiczne. Nie mogłabym być rodziną zastępczą bo serce by mi pękło jak bym musiała oddać dziecko, które wychowywałam, pokochałam.

Podziwiam rodziny, które decydują się na adopcję bo to wielka odpowiedzialność, dziecko to nie zabawka, którą można odstawić. Szanuję tych co nie mogąc mieć własnych dzieci nie decydują się na adopcję.

A jakie Wy macie zdanie na ten temat ? Może ktoś z Was ma doświadczenie w tym temacie.

7 myśli na temat “Adopcja

  1. O dziwo nie znam nikogo kto jest adoptowany, a przynajmniej nic na ten temat nie wiem, ale każdemu należy sie miłość, więc czemu tym ludziom z którymi los źle się obszedł jej nie dać? Żeby nasze życie było coś warte, to musimy żyć przede wszystkim dla innych, coś z siebie dawać.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Czasami można nawet nie wiedzieć że ktoś został adoptowany, często jest tak że adopcyjni rodzice nie mówią o tym, i nawet adoptowane dzieci o tym nie wiedzą, moi m zdanie powinny wiedzieć. Wiesia zawsze ładnie mówi Igorowi o adopcji nie potrafię przytoczyć dokładnie jej słów ale w tym sensie że chociaż go nie urodziła to jest najszczęśliwszą mama na świecie bo los pozwoli aby mogła zostać jego mamą

      Polubione przez 1 osoba

  2. W mojej rodzinie pewne całe rodzeństwo (nie chce pisać dokładnie kto) musieli pójść do domu dziecka. Tylko jedna dziewczyna została adoptowana reszta opuściła dom po pelnoletnosci lub uciekla. Adoptowana dziewczyna jako jedyna jest „inna” pd pozostałych. Trafiła na dobrych ludzi skonczyla dobre szkoly studia noi ma całkiem inne podejście do życia niż reszta jek rodzeństwa.

    Ja zawsze chcialam dac dobre życie dzieciatku które zostało oddane…

    Polubione przez 1 osoba

    1. Najbardziej boli to jak jedno z dzieci zostaje adoptowane a reszta zostaje w domu dziecka, smutne są tskie historie gdy dzieci trafiaja do domu dziecka ale czasami to najlepsze wyjście. Dobrze że chociaż jedna z rodzeństwa trafiła do dobrej rodziny.

      Polubienie

      1. Wydaje mi sie ze jak jedyna trafila na nową rodzine dlatego ze byla najmłodsza. Reszta byla w wieku 14 do prawie 18 lat. Ludzie chyba częściej jednak są sklonni do adopcji mniejszych dzieciaczkow

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s