Wspomnienia z Aachen

Kiedyś pytałam Was czy jest coś o czym chcielibyście abym napisała. Paulina zapytała o mój pierwszy wyjazd do pracy w Niemczech. Kilka miesięcy temu napisałam już jeden wpis na ten temat, ale obiecałam, że jeszcze o tym napiszę i myślę że nadszedł właściwy moment. Nie pamiętam już za bardzo o czym wtedy pisałam ale chyba tamten wpis był głównie o tęsknocie za domem i rodziną.

Od mojego pierwszego pierwszego wyjazdu minęło 10 lat, to był trudny okres w moim życiu, oboje z mężem straciliśmy pracę, Filip miał niespełna 4 lata, mieszkaliśmy u teściów, teść chorował na raka przełyku, moja babcia zaczęła chorować jak się później okazało rak szyjki macicy. Musiałam podjąć jakąś decyzję ratować rodzinę – z perspektywy czasu dochodzę do wniosku że to ja w związku nosiłam spodnie jak to mówią. W każdym razie mama zaproponowała że znajdzie jej pośredniczka na pewno znajdzie mi jakieś miejsce ze słabą znajomością języka (10 lat temu pieniądze które zarobiłam przez 6 tygodni wystarczyły nam 8 miesięcy dobrego życia). Nie miałam innego wyjścia zgodziłam się, wyjazd był zaplanowany na 6 sierpnia. Krótko przed wyjazdem zmarł mój teść ale już nie było odwrotu musiałam pojechać.

Trafiłam do Aachen dużego miasta na dużego miasta graniczącego z Holandią i Belgią. Pojechałam do pracy do mężczyzny pan miał na imię Erich, miał 85 lat był chory na demencję ale w stopniu bardzo zaawansowanym, czasami bywał agresywny. Nie było mi łatwo to była ciężka praca do tego musiałam współpracować i inna polką całkiem obcą osobą, którą poznałam na miejscu. Ale kolejne dni jakoś upływały. Po 6 tygodniach wróciłam do domu. Ale chciałam jeszcze napisać coś o rodzinie Ericha.

Erich był wdowcem, miał dwóch synów, Horst i Gerd takie typowe niemieckie imiona obaj panowie byli po 40. Wszyscy mieszkali można by rzec na jednej ulicy. Dom, w którym mieszkał Horst z żoną i dziećmi stał zaraz obok domu ojca a Gerd w raz żoną mieszkali zaraz za rogiem. Wszystkie domy budowała firma Ericha był o z wykształcenia inżynierem budownictwa i przez wiele lat miał firmę budowlaną. Horst i jego żona Dagmar mieli syna i córkę. Torstena i Teresie. Chłopak był studentem a dziewczyna jeszcze uczyła się w gimnazjum. Drugi syn Gerd i jego żona Petra byli małżeństwem z 10 – letnim stażem ona była w moim wieku miała wówczas 32 lata on był po 40 nie pamiętam ile dokładnie miał lat, niestety od 10 lat bezskutecznie starali się o biologiczne dziecko, przeszyli wszystkie możliwe terapie. Po wielu latach starań postanowili adoptować dziecko – czarnoskóre dziecko z jednego z afrykańskich państw. W czasie gdy tam pracowałam doczekali się upragnionego dziecka, którym był prześliczny czarnoskóry Partick. Rodzice byli przeszczęśliwi a mały był traktowany jak ich biologiczne dziecko. Dziadek Erich był zachwycony maluchem a cała rodzina cieszyła się jakby otrzymali gwiazdkę z nieba. Ten obrazek zostanie w mojej pamięci na zawsze i to ich zachowanie, ta miłość do tego dzieciątka była niesamowita. Z żadnej strony nie spotkała ich żadna przykrość nikt nie komentował tego, że „biali” maja „czarne” dziecko, stanowili szczęśliwą rodzinę. Wtedy zaczęłam myśleć nad tym, co działo by się z taką rodziną w Polsce i nie były to optymistyczne wizje. Tak było 10 lat temu i niestety pewnie tak samo było by teraz. Na szczęście to dziecko trafiło na wspaniałą rodzinę w Niemczech, wiem że dwa lata później adoptowali oni także czarnoskórą dziewczynkę. Mam nadzieję, że tworzą szczęśliwą rodzinę.

Miłej niedzieli.

17 myśli na temat “Wspomnienia z Aachen

  1. Niestety Polacy nie są tak tolerancyjni i u nas ci rodzice i to dziecko nie mieliby lekkiego życia… Trzeba przyznać, że rzeczywiście zachowałaś się jak facet decydując się na ten wyjazd by ratować rodzinę..

    Polubienie

  2. Dziwny wpis chodzi o to że zachwycacie się jak kobiety walczą wiec co w tym dziwnego że i ty obiełas pałeczkę w rodzinie. Jedno zaprzecza drugiemu. A teraz z czarnoskórym dzieckiem uważam że i u nas nie było by problemu. Ale to jak zwykle jet wyolbrzymianie czegoś co u nas nie istnieje.

    Polubienie

    1. Nie wiem co w tym wpisie dziwnego nie skarżę się tyko stwierdziłam fakt. Może ty się nie spotkałeś ze zjawiskiem rasizmu w Polsce ja niestety w moim małym mieście się spotkałam, w moim miały chociaż urokliwym mieście mieszka wielu „życzliwych” zwykła adopcja wzbudza sensacją a co dopiero by było gdyby „biali” adoptowali „czarne” dziecko mieli by o czym plotkować na lata

      Polubione przez 1 osoba

  3. Dotko, dziękuję . Przepiekne wspomnienia. Zobaczyłaś wiel, przeżyłaś.. jesteś bogatsza. W sumie to zadziwiejące, ale pozytywnie, że naród, który miał tak mocno ugruntowany faszyzm nie okuł serca i umysłu na dziesiątki lat. Przecież to oni mieli Hitlera i bzika na punkcie czystości rasy. A my Polacy z krzyżem na piersi zgnębilibyśmy to dziecko tę rodzinę. Niestety większość. Wstyd. Co z tego że taki z nas mocno katolicki kraj. Co z tego…

    Polubione przez 1 osoba

    1. Masz całkowita rację być może w jakimś większym mieście w Polsce ta rodzinna by miała inne życie ale w moim małym miasteczku ciężko by się takiej rodzinie żyło. Może się mylę i przez te 10 lat trochę ludzie się zmienili ale chyba nie bardzo. Tak jak napisałaś katolicy z krzyżem na szyi a nie przestrzegają podstawowego przykazania miłości, chociaż Hitler też był katolikiem tylko, że Niemcy wyciągnęli lekcje z historii a my ciągle popełniamy te same błedy.

      Polubienie

      1. Kazdy faszyzm zwącha sie z instytucją kościoła. Powiem Ci, wieksze miasto niewiele jest pocieszające. Tu ludzie są bardziej anonimowi i latwiej im pałować bliźniego. Na wsi to może chociaż jakiś wstyd mają. Oststnio ja w wielkim Gdańsku byłam swiadkiem jak mlody katolik ze zlotym krzyżem na piersi umawiał kolesi takich samych wierzacych do spałowania ludzi na plaży nudystów. Często tych z krzyżem na piersi trzeba bardziej się bać, bo oni czynią to w imię Biga

        Polubione przez 1 osoba

        1. To straszne, a to tego nie rozumiem jak można być tak wrogo nastawionym do drugiego człowieka. A to wszystko robią zasłaniając się Bogiem. Walcz słowem nie mieczem a oni walczą pałami z krzyżem na piersi.

          Polubienie

          1. Ja też
            On uparty jak osioł. Nie wiem, kiedy on sie ocknie i pójdzie po leki. Rozumiem że jak większość zwlaszacza starszych chłopów nie lubi lekarzy, nie wiwrzy, wstydzi, no ale istynkt samozachowawczy powinien być silniejszy

            Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s