Jeszcze trochę o Marlene cz. 1

Nie wiem od czego zacząć więc chyba zacznę od początku czyli mojego przyjazdu do Dusseldorf dnia 6 maja. Zajechałam szczęśliwie bez żadnych niespodzianek, bez kontroli, chociaż byłam przygotowana miałam ze sobą umowę o pracę oraz dokumenty meldunkowe. Wyjątkowa podróż minęła dosyć szybko bo już przed 8 rano byłam na dworcu, a krótko przed godziną 8:30 w mieszkaniu Marlene. Jak wiecie jechałam zmartwiona i pełna obaw o zdrowie mojej mamy. Nie chcę powielać tego co już pisałam wcześniej wiec odsyłam Was do wpisów z maja jeśli chcecie sobie przypomnieć co się u mnie działo, teraz przejdę do konkretów a mianowicie jak przez okres choroby aż do jej śmierci zachowywała się rodzina Marlene, jak nas pożegnali, dlaczego osoba w wieku Marlene miała robioną sekcję zwłok itp.

Zacznę o rodziny. Nie wiem czy wam pisałam, ale tak się złożyło że w trakcie jak Marlene była już w domu i wiadomo było, że ona wróciła do domu aby umrzeć, jedna z jej bratanic brała ślub, wszyscy drżeli w oczekiwaniu żeby nie zmarła tego samego dnia co uroczystość zaślubin i wesele. W okresie między 18 maja a 29 maja czyli od powrotu ze szpitala do dnia śmierci bratanice odwiedziły ja raptem 5 razy. 3 razy Angelika – mieszka piętro pod nami (pierwszy raz przyszła przed ślubem Cornelii aby powiadomić że jadą na ślub do innego miasta i w razie czego kontaktować się z Petrą, a drugi raz jak był ksiądz z ostatnim namaszczenie i to było spowodowane tylko tym, że mama poszła ją powiadomić o wizycie księdza, trzeci raz przyszłą się z nią pożegnać jak już była w stanie agonii), Cornelia była 2 razy – a mieszka w podwórku ma dom wiec też niedaleko (pierwszy raz przed ślubem była z dziećmi, powiadomić, że jadą do Fuldy bo tam brali ślub i było wesele, drugi raz była po powrocie też już się z nią pożegnała). To by było na tyle jeśli chodzi o uczucia rodzinne między nimi. Jeszcze lepiej zachowywałam się Petra na początku na siłę próbowała jak karmić i poić co przynosiło taki efekt, że Marlene wszystko zwracała, gdy jednak doszła do wniosku, że to nic nie da i nic więcej nie można już zrobić, jeszcze za życia Marlene zaczęła robić porządki w jej rzeczach, dokumentach, lekach, i mówiła do nas, że jak M. umrze rodzinna ma już lokatorów na jej mieszkanie. Dla mnie to był szok i jeszcze jak o tym myślę to nie mogę się otrząsnąć. Całe szczęście że my z mamą zadbałyśmy o takie sprawy które były istotne dla naszej podopiecznej jak np. ostatnie namaszczenie czy palenie gromnicy – ona była katoliczką. O wszystko trzeba było się upomnieć jak wspomniałam że ona na pewno chciałaby mieć ostatnie namaszczenie to pierwszą odpowiedzią było nie potrzeba, na lekarza rodzinnego czekałyśmy cały tydzień przyszła wreszcie 25 maja stwierdziła, że nic już więcej nie można zrobić, ale serce jeszcze mocno bije więc potrwa to jeszcze około 4 dni i się nie pomyliła bo Marlene zmarła 29 maja. Nie wiem czy pisałam Wam dlaczego ona nie była ratowana, dlaczego nie podawano jej kroplówek – Marlene będąc jeszcze osobą zdrową napisała tzw. testament pacjenta w którym wyraziła taką wolę, że nie chce aby podłączano jej do żadnej aparatury, żadnych kroplówek podtrzymujących życie itp. Chociaż gdyby rodzina zadbała o opiekę paliatywną, która jest w Niemczech bezpłatna to oni pomogli by jej w sposób bardziej ludzki odejść z tego świata, a tak ona umierała w męczarniach z głodu i pragnienia.

Przenieśmy się do dnia śmierci Marleny – 29 maja 2020. Już rano miałam przeczucie, że tego dnia ona zakończy swoje ziemskie życie, sama noc z 28 na 29 maja była już bardzo ciężka kilka minut świszczącego oddechu potem krótka przerwa bezdech i znowu chwytanie powietrza kilka minut spokojnego oddechu i tak do rana. Całą noc na zmianę sprawdzałyśmy co u niej, bo w przypadku gdyby zmarła w nocy to trzeba było natychmiast zdzwonić do Petry, ona miała wezwać pogotowie itd. Gdy weszłam do niej rano jej usta straciły już kolor, a skóra na twarzy zrobiła się jakby przezroczysta. Ostatni oddech nastąpił krótko przed 12. Odczekałyśmy około 5-10 minut i zadzwoniłyśmy do Petry, ona zadzwoniła do lekarza rodzinnego a tam Pani doktor powiedziała, że należy odczekać 2 godziny a następnie wezwać pogotowie, lekarz pogotowia stwierdzi zgon a następnie wystawi niezbędne dokumenty. Taką informację przekazała nam Petra i powiedziała, że przyjedzie za około godzinę. Kazała nam jeszcze zamknąć drzwi od pokoju gdzie leżałam Marlene. Tak jak powiedziała tak przyjechała i wezwała pogotowie i wtedy nastąpiła cała nieprzewidziana seria zdarzeń. Jak się okazało pogotowie trzeba wezwać natychmiast po śmierci a nie po takim długim czasie pogotowie powiadomiło policje, oni przyjechali przesłuchali nas i wezwali policję kryminalną, która musiała wykluczyć udział osób trzecich i dlatego właśnie musiała zostać przeprowadzona sekcja zwłok. Gdyby pogotowie było wezwane natychmiast nie było by tych wszystkich komplikacji, Petra i Angelika były wściekłe na lekarza rodzinnego bo to ona tak kazała postąpić. Jutro dalsza część opowieści jak na jeden dzień chyba wystarczy emocji.

Miłego popołudnia i wieczoru.

5 myśli na temat “Jeszcze trochę o Marlene cz. 1

  1. Chryste Panie… Boże uchroń przed taka rodziną jaka miała ta nieszczęsna kobieta… 😦 😦 Żeby w ten sposób traktować umierającą krewna… Wam też współczuję. Rozumiem czemu byłaś, a właściwie jesteś, taka rozbita… Koszmar 😦 😦

    Polubienie

Odpowiedz na Widzianezekwadoru Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s