Fatalny początek miesiąca

Nie może mieć człowiek chociaż chwili spokoju zawsze coś już by się mogło wydawać, że idzie ku dobremu otóż zawsze obuchem na rozbudzenie. Przejdźmy do rzeczy: mama już rano pisała dzisiaj do mnie, że nie czuje się zbyt dobrze miała problemy ze snem i płytki oddech, ciśnienie wysokie. Kilka dni wcześniej przysłała zdjęcie, że nogi jej puchną. Nie jest osobą zdrową ale jak do tej pory nie było jakiś większych problemów. Umówiłyśmy się, że będzie się ze mną kontaktować co godzinę jak nie będzie wiadomości to będę dzwoniła na telefon stacjonarny i komórkę jak się nie będzie odzywała to zadzwonię do bratanicy mojej podopiecznej żeby poszła sprawdzić co się u nich dzieje. Do godziny 11 kontakt był bez problemu, potem mama powiedziała, że schodzi na dół żeby kupić chleb i wodę do picia, sklepik mamy dosłownie kilka kroków od domu. Przed 12 napisałam do niej czy już wróciła, zero odzewu, pomyślałam, że może pora obiadowa to nie może odpisać napisałam za kolejne 15 minut nic, za kolejne 10 minut zaczęłam dzwonić, telefon komórkowy na przemian stacjonarny nic zero odzewu, moje nerwy sięgają zenitu co robić czy już dzwonić do Angeliki, przejęte tym, że będę miała problem żeby się dogadać zadzwoniłam do Kasi (ta pielęgniarka polka, która przychodziła do Marlene ) niestety nie odbiera więc dzwonię do Krysi ona załatwiła nam tą prace też pracuje w Dusseldorf też nie odbiera. Po chwili oddzwoniła Kasia podałam jej numer do Angeliki i wyjaśniłam o co chodzi. W trakcie jak Kasia dzwoniła do Angie, dostałam wiadomość od mamy „Jestem w szpitalu”. Za chwilę zadzwoniła Kasia i przekazała to co się dowiedziała. Wracając ze sklepu mama zasłabła na schodach, całe szczęście nie upadła, przechodziła sąsiadka zaalarmowała Angie i a ta wezwała karetkę na szczęście szpital jej 50 metrów od domu. Od południa robią badania, robili testy na korona wirus leży w izolatce. Jestem załamana nie wiem co robić przez ten korna wirus wszystko utrudnione, nie mogę jechać dopóki nie będzie wyników na korona wirusa bo gdyby nie daj Boże wyszedł pozytywny to Marlene też musi iść na kwarantannę a mieszkanie musi zostać zdezynfekowane. Gdy jednak okaże się, że to nie jest korona wirus to też problem bo nawet jak wyjdzie mama ze szpitala to nie będzie się nadawała na to by wsiąść w autobus. Nie wiem co robić jestem załamana, będąc 1200 km od niej nic praktycznie nie jestem w stanie zrobić.

13 myśli na temat “Fatalny początek miesiąca

    1. Robili jej test na korona wirus, mama ma jednak styczność z innymi ludźmi musi przecież robić zakupy, po za tym przychodzą pielęgniarze do podopiecznej codziennie ją myć no i Petra też przychodzi ktoś nawet mógł przynieść wirus mam nadzieję że wynik będzie negatywny

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s