Dojechałam…

Dotarłam do Dusseldorf z ponad godzinnym opóźnieniem, tutaj upały nie odpuszczają jak wyjeżdżałam z Polski było 22 stopnie i wiał zimny wiatr, więc nawet założyłam sweterek , ale im bliżej byłam granicy tym było coraz cieplej. Tym razem miała farta i obyło się bez przesiadki. Tym razem spałam niezbyt dobrze, może to stres mi nie pozwolił. W samym Dusseldorf bez problemu dotarłam na miejsce zamieszkania. Petra już na mnie czekała, wyjątkowo miałam strasznie ciężką walizkę. W końcu jakoś się doczłapałam na te drugie piętro i od razu Petra zagnała mnie do roboty. Musiałam ją trochę przystopować, że potrzebuję chwilę odsapnąć po podróży przez 19 godzin.

O 11.00 planowo mieli przywieźć podopieczną ze szpitala a faktycznie dotarła dopiero po 14.00. Jak ją zobaczyłam przeżyłam szok. Całkiem inny człowiek jak to choroba może zmienić w ciągu tak krótkiego czasu. Przed chorobą była jeszcze chodząca, sama jadła, piła, korzystała z toalety. A teraz leżąca osoba, mówi nie wyraźnie, są momenty, że brak kontaktu z rzeczywistością. Potrzeby fizjologiczne załatwia w pampersy. Trzeba ją karmić i podawać picie. Będzie ciężko, mam nadzieję, że sobie poradzę. Dzisiaj na szczęście już mam ją ogarniętą, powiedziała, że jest zmęczona i chce spać dzisiaj akurat mi to na rękę bo też ledwo patrzę na oczy. Napisałam chociaż trochę bo pewnie czekacie na wieści. Pozdrawiam Was cieplutko.

7 myśli na temat “Dojechałam…

  1. Tak właśnie nikt nie wie co go czeka na starość, smutna ta rzeczywistość. Ktoś kiedyś powiedział że jedno co się Panu Bogu nie udało to starość. 😦

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s